Dr Mobius faworyzuje rynki wschodzące.
Które kraje są najbardziej ryzykowne? Jeszcze do niedawna niemal każdy inwestor wskazałby na kraje rozwijające się. Inwestycje na tzw. emerging market jednoznacznie kojarzyły się z dużo wyższym ryzykiem w porównaniu do inwestycji w USA, Europie Zachodniej czy Japonii. Być może jesteśmy właśnie świadkami zmiany warty i zmiany definicji.
Międzynarodowy Fundusz Walutowy podał, że średni poziom długu publicznego w stosunku do PKB w krajach rozwijających się wynosi 40% a krajach wysokorozwiniętych aż 107%. Już te liczby przerażają – kraje wysokorozwinięte są prawie 3 razy bardziej zadłużone. Bardzo ważne jest również pytanie o możliwości spłaty długu. Jak wiemy pierwsza batalia rządów o ograniczanie wydatków socjalnych wygląda na wygraną (szczególnie w Grecji) ale z drugiej strony zapowiada się bardzo gorąca druga połowa września w takich krajach jak Francja i Hiszpania.
HSBC Global Asset Management, Morgan Stanley i Deutsche Bank AG (informacja podana przez Bloomberga) w swoim raporcie tak definiują rynki wschodzące: mniejszy dług, bardziej rentowne firmy i dwa razy szybszy rozwój gospodarczy w porównaniu do krajów wysoko rozwiniętych. Philip Pole z HSBC Global twierdzi wręcz, że „już najwyższy czas dokonać zmiany ratingu rynków wschodzących i krajów wysokorozwiniętych. Fundamenty się zmieniły”. Najlepsze wyniki w drugim kwartale br. osiągnęły takie kraje jak Korea Południowa, Indonezja i Chile (ponad 6%) i oczywiście Chiny (10,3%), które stały się drugą (wyprzedzając Japonię) gospodarką na świecie.
Największym optymistą wśród zarządzających jest Mark Mobius z Templeton Asset Management, który w wywadzie dla Bloomberga udzielonym 20 sierpnia br. powiedział, że jest „ bardzo, bardzo przekonany” do kupowania akcji na rynkach rozwijających właśnie ze względu na niskie zadłużenie i wysokie tempo wzrostu.
Źródło: Analizy Online za Blog Union Investment